Polak zarządza.

Polak zarządza w polskim stylu. Wrzaskiem, krzykiem.

Polak dzierży władzę, nie zarządza. Tłamsi podwładnych, krytykuje.

Krytyka koniecznie jest publiczna, jak inaczej obedrzeć pracownika z godności?

Pracownik odarty z godności jest dobry. Jak być człowiekiem bez godności?

Pracownik nie człowiek – głosu zatem nie ma.

Głosu mieć  nie może – gdyby miał, mogłoby się okazać, że ma swoje zdanie, sugestie, pomysły. Pomysły nie daj Boże niż kierownik lepsze?

Polska pomysłów nie potrzebuje. Polska bez ożywczej i twórczej dyskusji się obejdzie. Na co nam innowacyjność gospodarki, nam wystarczy wlec się w innowacyjności ogonie, nam wystarczą przywiezione na polską ziemię montownie sprzętu AGD.

Polak- kierownik czasem nie wrzeszczy. Dla odmiany manipuluje, propagandę fałszywą sieje, dba usilnie, aby nie było Zespołu, tylko grupa zgnębionych jednostek.

Dla swojego zaś zwierzchnika Polak-kierownik oblicze drugie na zawołanie wyciągnie z kieszeni.

Od powyższej reguły występują wyjątki rzadkie.

Korzenie polskiego stylu zarządzania tkwią w głębokiej komunie. Pierwszy Sekretarz delegowany był z ramienia, reprezentował Aparat i System, a linia była jedyna słuszna. Obywatel maluczki usta otworzyć mógł bez obawy jedynie w lizusowskiej pochwale.  Że Sekretarz czasem jest nagi nikt nie śmiał rzec. Niby się zawaliło, ale dalej trwa niewzruszenie.

Niech tam sobie w Holandii twierdzą, że polecenie szefa jest tylko punktem wyjścia do dyskusji.

Niech tam sobie w Norwegii szanują się w pracy nawzajem, aż wyemigrowani Polacy chwalą, że nie kasa nawet, ale brak tego całego mobbingu, wrzasku i sztucznego pośpiechu w tejże Norwegii najlepszy.

Nam wystarczy Polak-kierownik.