społeczeństwo

Polak powozi, ciąg dalszy.

Polak powozi także wózkiem w supermarkecie.

Supermarkety, słusznie zasłużona przez naród zdobycz kapitalizmu, są od tego, żeby rodak mógł się zrealizować zakupowo. A realizować się w jakiejkolwiek dziedzinie Polak lubi w poczuciu wolności i bez zbędnych ograniczeń społecznych. Po sklepie rodak jeździ w sumie znośnie, raczej woli prosto przed siebie i do celu, własnego oczywiście, ale przecież nikogo celowo nie staranuje; wózkowy ruch po alejkach przebiega z grubsza sprawnie. No, czasem tylko rozkraczy się taki wozem na środku alejki, aby długo wgapiać się w półki, nie widząc świata poza nimi. „Przepraszam” przeważnie załatwia sprawę.

Ciekawie robi się przy kasach. Czy po latach obcowania z supermarketami niektórzy krajanie nadal nie wiedzą, do czego służą plastikowe separatory, do położenia na przesuwanej taśmie? Bo wielu nie kładzie. Pewnie znajdzie się i grupa takich, co nie wiedzą. Niemniej coś innego musi być na rzeczy. Leży kilka separatorów w zasięgu ręki, ale nie, co któryś rodak nie skorzysta, mimo, że taśma zawalona towarami, pracownik na kasie znów zapyta: „To jeszcze pani?”, „To też pana?”, proces odmeldowania się ze sklepu się wydłuża, ktoś może nawet się zdenerwuje? Nic to, wynalazki ułatwiające życie niech innym ułatwiają życie, a nasze takie proste po co ma być?

Towary z zawalonej  tasmy finalnie i tak trafią do właściwych toreb. Lubimy ten sport i żeby czasem było trudniej, a nie łatwiej. Może też z wrodzonej delikatności nie chcemy tak brutalnie oddzielać się od wpółzakupowicza tym nieszczęsnym plastikiem?

Gul jednak cżłowiekowi skacze, jak rodak stoi wozem przy kasie. Delikatność gdzie jego wtedy? Stoi Polak wzdłuż, przeważnie do końca się nie podda i za kasę nie wyjedzie, aby tam ustawić się wozem prostopadle do wysepki kasy, tuż przy specjalnie rozszerzającej się płaszczyźnie, skąd łatwiej ładować zakupy. Nie z nami te numery!

Wyjechanie za kasę i ładowanie woza stamtąd uatwiłoby przecież życie nie tylko „wyjechanemu”. Kolejka w międzyczasie mogłaby cokolwiek posunąć się do przodu, kolejnej osobie można łatwiej kasować towary, jeszcze kolejna osoba może już zacząć wykładać swoje zakupy na drugim końcu taśmy… Wszyscy podejdą do przodu, wystająccy zza kasy ogonek mniej będzie blokować przejście innym zakupowiczom… Tyle korzyści dla współobywateli na raz? Niedoczekanie!  I znów, co tam Ameryka i inne nacje!

W świątyni kapitalizmu rodak ma prawo stać wzdłuż i basta. Dziesięciolecia miną, rządy padną, a Polak się nie podda i stać będzie.

Polak – woźnica

Powożenie pojazdem - rzecz wielce satysfakcjonująca i Polak to lubi. Prowadzić samochód zwłaszcza, chociaż a to quad sie przydarzy, a to wózek w supermarkecie.

Rodacy obrośli samochodami, motocyklami i jeżdżą bez skrupułów. Powrót do ukochanej Ojczyzny po dłuższym pobycie za granicą skutkuje nieodpartym wrażeniem, że współużytkownicy polskiej szosy chcą człowieka intencjonalnie zabić.  Nie tam prozaicznie wyprzedzić, włączyć się do ruchu czy ruszyć spod świateł. Zabić intencjonalnie, na śmierć i już! Na trzeciego, zajechać, pod górę, na podwójnej ciągłej i z komórą przy uchu. Poczekać – nie ma opcji! Tamten musi po hamulach? Nic to! Wpakujemy się przed niego!  Po mieśćie z rozsądną prędkością? Niedoczekanie wasze – okupantów, komunistów, moherów, liberałów i cyklistów! Nie będzie mi tu burak jeden jechał 60 na h! Mykniemy go, z prawej czy z lewej, wszystko jedno!

Po kilku miesiącach człowiek przywyka znów i sam walczy na drodze brutalniej. Że w Niemczech, Kanadzie czy USA nikt nie wbija się z podporządkowanej tuż przed nadjeżdżający pojazd? Że w razie zwężenia jezdni wszyscy grzecznie i sprawnie wpuszczają się na zasadzie suwaka? Że tam pieszy nie musi wisieć nerwowo na krawężniku i wyczekiwać przerwy w sznurze samochodów, żeby z duszą na ramieniu przekroczyć jezdnię, bo zmotoryzowani zatrzymają się i pieszego wpuszczą? Że z drugiej strony pieszy nie lezie jak święta krowa po pasach przez 5 minut, bo rozumie, że przez przejście przechodzi się energicznym krokiem, aby nie tamować niepotrzebnie ruchu? No to ich problem jest, bandy frajerów i luzerów!! Niech se tam w Czikago, czy gdzie tam, się przepuszczają do upojenia, tu jest Polska i szlus!

Co nie?

Do roboty zaraz trza, ciąg dalszy o powożeniu nastąpi…

Schody ruchome a sprawa polska

Na temat schodów ruchomych wywnętrzałam się już kiedyś, ale nie szkodzi.

Polak na schodach czy chodniikach ruchomych stoi zawsze centralnie, dumny i niewzruszony. Nie będzie mu tam inny obywatel psuł samopoczucia swoją ewentualną chęcia szybszego przejścia bokiem. W Londynie, Toronto, a także w Moskwie ludzie na schodach ruchomych stoją po prawej strone, a lewą zostawiają wolną dla współobywateli w pośpiechu. I jakoś multikulturowe społeczności tych metropolii nie mają problemu z dostosowaniem sie do tej prostej, a jakże ułatwiającej życie zasady. Po prawej stoją, po lewej idą. Przepiękne w swej prostocie!

U nas tak być nie może. No coż, schodów ruchomych ci u nas raczej niedostatek, nie za wiele, ale już parę sztuk jest. Może warto zastanowić się nad formą współżycia społecznego również na tym przydatnym wynalazku ludzkości?

Nie chodzi o to, abysmy sie stali Anglosasami czy też jakąkolwiek inną nacją. Jest to na szczęście niemożliwe i broń Panie Boże, choćbyśmy ateistami byli. Niemniej ludzkość od wieków inspiruje się nawzajem, wynalazki i udoskonalenia szerzyły się z plemienia na plemię, z narodu na naród. Prawo rzymskie,  cyfry arabskie, zupki chińskie…, czy coś w tym stylu :)

Wynalazki społeczne tez się rozlewały szeroko – demokracja, wolność słowa, feminizm.

Ale Polak jest niewzruszony i choćby nawet był swego czasu w Londynie, to na schodach się nie posunie. Na schodach stać jak mu się żywnie podoba

- to jego prawo i złota wolność szlachecka!

Moją pisaninię na ten temat zamieściła kiedyś Gazeta Olsztyńska w dziale „Listy od czytelników”. Parę osób przeczytało i komentarze zamieściło. Np właśnie: „Nikt mi tu nie będzie mówił, jak mam stać! Będę stał dokładnie po środku!”

Cóż, podobno przy takich postawach społecznych jesteśmy niepodatni na autorytarne rządy i wszelkie społeczne totalitaryzmy. Ani norweski model ścisłego nadzoru nad rodziną nam nie grozi ani wschodnie zamordyzmy się nie utrzymają. Chociaż tyle dobrego.

A ja sobie stoję i nikogo się nie boję…

Siedzimy w knajpie - restauracji familijnej na Starówce w Olsztyn City. Pojedliśmy, popiliśmy. Po kątach knajpy wiszą płaskie ekrany z koncertem Shakiry. Pomysł dobry, sam wystrój lokalu nie da rady robić za ekscytując podnietę wizualną; Shakira zdecydowanie bardziej zmysły połechcze, zwłaszcza w ponure  listopadowe popołudnie. Zarzuca bioderkiem, wygina się, zmienia kreacje. Przyciąga wzrok gości znad frytek, buły i wkładki mięsnej. Spoko loko.

Aż tu nagle pareczka ze stolika najbliższego ekranu zbiera się do wyjścia. Wstają i ubierają się. Lokal ciasnawy, ekran zasłonili. Nic to, poczekamy, ubiorą się i wyjdą, wiadomo, jakoś ubrać się muszą w tych okolicznościach. Kurteczka, płaszczyk. Paniena wgapia się w ekran. Koleś też się wgapia. Stoją odziani. Stoją. Hm, no mili państwo, o co chodzi? Stoją i gapią się. Szaliczek (pieprzone polskie zdrobnienia). Gapią się. Pozostałych 10 osób na sali nie widzi ekranu, niektórzy wyginają ciało, wyciągają szyję, jaką to ma Shakira teraz kiecę, niebieską taką, kurdę, no jakby tu zobaczyć? Pareczka zbliża się do siebie czule. Gapią się w ekran. Stoją. Potem gapią się dalej, ale już sobie w oczęta. Koleś mizia panienę. Buzi buzi. Przytulanka. Czapeczka. Stoją. Koleś wyciąga komórę. Pyka w komórę. Stoją. Centralnie przed ekranem, zasłaniając całej reszcie konsumentów buły i frytek widok Shakiry.

Stali tam w pełnej bezmyślności tak długo, że przez niby najedzony, niedzielnie zrelaksowany mózg przemknęło nazwisko pewnego rosyjskiego konstruktora broni strzeleckiej…

O nie nie! To nie romantyczne uczucia osłabiły pareczce elementarne zasady współycia społecznego. Te zasady funkcjonują pieknie i ku wspólnemu pożytkowi gdześ indziej na świecie. Ale nie w Polsce – kochanej mojej Ojczyźnie. W Polsce funkcjonuje jedna główna reguła w pożyciu społecznym, zawsze i wszędzie znajdująca z powodzeniem zastosowanie - BEZMYŚLNOŚĆ. Co tam inni, może w komunie ktoś coś musiał albo mu kazali. Teraz jest wolność. Wolność od zasad, wolność od myślenia. Wolność również od tej wiedzy, że jest wolność, a w komunie to było tak czy owak… Wolność i BEZMYŚLNOŚĆ społeczna nasza codzienna.

Zasłonięta Shakira to pikuś. Bezmyślność nasza codzienna, durna, przykra i przez cudzoziemców zauważana panoszy się wszędzie. Przynajmniej opiszę ją, skubaną. Samoświadomość społeczną oby zasilić tym niewielkim źródełkiem.

Cdn.