Szampon mój ulubiony był na rynku. Zwykły, normalny, ale ulubiony. Najlepiej na moje włosy robiący.

Już nie ma.

Restauracja pobliska była. Niedroga, ze znośnym żarciem.

Już nie ma.

Jogurty, dżemy, odżywki do włosów, proszki do prania zmieniają opakowania, skład, tu chociaż butelkę podrasują, tam chociaż zakrętkę podmienią, a do dżemu, zamiast cukru, syropu glukozowo-fruktozowego dowalą.

A potem produkt znika.

Ledwo się człowiek przyzwyczai, coś sobie dobierze i już produktu nie ma. Bo trzeba NOWOŚĆ na rynek wprowadzić. Reklamami nowymi ludzi mamić, że NOWOŚĆ lepsza niż STAROĆ, choć tamta jeszcze nie tak dawno też była NOWOŚCIĄ, o najlepszych możliwych parametrach piorących, odżywczych czy uszczęśliwiających.

Knajpa też się nie ostanie, ludzie się znudzą, czynsz właściciela wykończy, biznes padnie. Lokal zajmie coś NOWEGO.

W komórce ledwo człowiek podstawowe funkcje opanował. Głupio-mądry „słownik” pisać nauczył, a sam się – poprawnie miziać po ekranie.

Już pamięci w niej mało, już niekompatybilna.

NOWOŚĆ niejedna na rynku dybie.

I znów idź człowieku na ten rynek i zwariuj…