Na zajęciach bywa, że rozmawiamy o gramatyce.

I student, jeden z drugim, czasem zapyta: „Pani magister, a co to znaczy „prohibition”?

Myślenie ma podobno kolosalną przyszłość, myślcie zatem! O prohibicji słyszeli?

Przeważnie parę studenckich sztuk w grupie ożywia się w tym momencie i rechocząc radośnie rzuca „No że chlać nie wolno było…” Ano nie wolno było. Czyli zakaz.

O, faktycznie! Zakaz. Można pomyśleć, skojarzyć, wydedukować.

Ale w jednej grupie nie ożywił się nikt. Nikt, zero. W dusznej, zapchanej trzydziestoma studenckimi głowami sali nie zarechotał ani nie ożywił się nikt. Pustym wzrokiem patrzyli w panią magister, w ławkę, w sufit. Really? Never? You haven`t heard??

Really. Nobody.

Nie łam się, pani magister, świat się zmienia błyskawicznie, wiedza encyklopedyczna dzisiaj psu na budę, znajomość historii psu na budę, trudne słowa psu na budę. I psu na budę być muszą, mózg teraz musi przetwarzać milion bodźców i informacji na minutę, wszystko tamto psu na budę!

Niemniej załamać chciałoby się, bo o czym tu do nich, co z czym pokojarzą, aby myślenie wzmóc? Chyba jednak załamać się przyjdzie…

Ale oto młoda koleżanka opowiada. Siedzimy w knajpie, ona nogi na drugie krzesło, wygina się, lśniący włos przeczesuje. Co chwila jakaś szafa na trzech nogach, czyli drinknięty facet przypadkiem niby potyka się i zatacza w jej kierunku. A ona opowiada o swoich zajęciach ze studentami. Że studenci powiedzieli jej tak: „Ależ pani magister emanuje seksem! ” Mówi, że nawet nie spodziewała się, że studenci znają słowa takie jak „emanuje”. A tu proszę.

Nie ma się co łamać!

Jeśli się odpowiednio emanuje seksem, to okazuje się, że studenci takie słowa znają!